Pożar

Czuł jak jego płuca wypełnia dym. Krztusząc się i wypluwając z ust kopeć biegł w stronę niszy w bocznej ścianie prezbiterium, gdzie przechowywany był zapas Eucharystii dla chorych. Starał się ignorować trzeszczące pogróżki ze strony sklepienia i gdzieś kątem myśli podziękował Bogu, że ma buty i nie czuje rozżarzonej posadzki. Szarpnięciem odsłonił tkaninę zasłaniającą drzwiczki tabernakulum, otworzył je i przez płaszcz chwycił nagrzaną puszkę z Ciałem Pańskim. Teraz jeszcze tylko szybki zwrot na pięcie i pędem do drzwi!

- Jacku, ratujesz mojego Syna a ja? – delikatny kobiecy głos płynący z bocznego ołtarza zatrzymał Odrowąża w miejscu. Rzucił niecierpliwym i lekko zrozpaczonym okiem na figurkę Maryi.

- Ale ty jesteś za ciężka! – wykaszlał, jednak bezbronny wzrok Madonny i jej delikatna sylwetka poruszyły serce Jacka. Cofnął się i na próbę chwycił figurkę. W tym momencie ze stropu nad prezbiterium razem z trzaskiem posypała się kaskada iskier. Przerażony zakonnik zgarnął swoje skarby i puścił się biegiem w stronę wyjścia.

Ocknął się stojąc już za drzwami i słysząc jak za jego plecami wali się kościół. Ktoś wyjął z jego ręki puszkę a Jacek delikatnie postawił figurkę na przydrożnym słupku. Pokręcił głową, uśmiechnął się i westchnął w myśli: “Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet…” Wiatr na chwilę przegonił dym i alabastrowa figurka rozbłysła w promieniach słońca, jakby chciała powiedzieć: “Ale Jacku, tu nie ma nic do rozumienia. Tu wystarczy kochać.”

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.